Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2010

Płonąca pochodnia

 

Tak jak robili to nasi arystokraci w czasie odzyskiwania niepodległości przed wojskiem hiszpańskim w XIX wieku, młodzież ze wschodu wyspy zaczęła palić konstytucję Republiki Kubańskiej w miejscach publicznych.

Niektórzy jak: Néstor i Rolando Rodríguez Lobaina, Yordi García Fournier oraz Jorge Corrales Ceballos zrobili to na początku stycznia w centralnym parku Baracoa. Kiedy byli przesłuchiwani przez kreolską Gestapo odpowiedzieli: jeśli dokument tak ważny jak konstytucja jakiegoś kraju, służy tylko by chronić zbrodniarzy, a nie ofiary, jeśli jest tarczą i azylem dla więzienia obywateli bez możliwości obrony, jeśli ukrywając się za nią rząd decyduje o tym, kto opuszcza kraj, bądź do niego wjeżdża, kiedy i jak to robi, w takim razie jest ona bezużyteczna i może być zniszczona, przynajmniej fizycznie.

Dokonano już aktów spalenia w Banes i Palma Soriano, a płonąca pochodnia będzie się nadal pojawiała jako jedna z metod używanych tutaj do pokazania oporu ludu i nieposłuszeństwa obywatelskiego.

Symboliczne spalenie czy pogrzebanie Konstytucji Kuby, zniszczenie jej przed instytucjami państwowymi staje się codziennością dla funkcjonariuszy służb publicznych, którzy bezczelnie obserwują całą akcję.

Cumy powoli się obluzowują.

Reklamy

Read Full Post »

 

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia młokosów rzucających kamieniami w stronę policyjnych wozów-cystern w maju 68, miłość zapłonęła mi w piersi, która kilka lat później stała się jakby ściśnięta, gdy zobaczyłem obrazy z masakry na studentach w Tiananmen, na tej liście mógłbym zanotować o wiele więcej zdjęć.

Zawsze będę miał w pamięci José Antonio Echeverríę rozciągniętego w kałuży krwi na ulicy 27, przylegającej do Uniwersytetu w Hawanie w marcu 1957 albo wiadomości słuchane w zagranicznym radio, w których mówiono zaledwie kilka miesięcy wcześniej o śmierci 19- letniej obywatelki Iranu, Neda Agha Soltani.

Lotne ptaszki ery cyfrowej „przytwittowały” mi 280 znaków, z których dowiedziałem się o nowych nadużyć policji Chaveza przeciwko wenezuelskim studentom, którzy manifestowali niezadowolenie z powodu zamknięcia RCTV Internacional, jednego z dysydenckich głosów przeciwko niezgrabnemu petro-komunizmowi ALBY.

Więzienie młodych w Guantánamo, pobicia pod koniec roku dokonane na ulokowanych w Holguín i codzienne deportacje anonimowej młodzieży z kubańskiej stolicy na wschód kraju, są częścią stosu, który starokracja rządzącej junty wojskowej szykuje na siebie sama.

Morze młodych ludzi jest nie do zatrzymania. Be careful.

Read Full Post »

Zdrowe miasto

 

Jedno z kubańskich powiedzonek mówi: „ Lampka na ulicy, ciemność w domu”. Przywołuję to sformułowanie, ponieważ lata temu wioska, gdzie mieszkam została pozbawiona cysterny, która zbierała odpadki i zabierała je do Holguín, stolicy prowincji.

Trzy lata później ciągle brakuje nam ważnego serwisu udrażniającego rowy, nie ma żadnego wozu na śmieci, nigdy nie mieliśmy kanalizacji, a pracownicy służb komunalnych ledwie się fatygują, aby wyciągnąć kurz i tłusty brud, który każdego dnia zżera nas coraz bardziej. Ubóstwo stuka do drzwi, jeśli o zdrowie publiczne chodzi. Codziennie kubańska TV zalewa wrzaskliwymi reportażami na temat pracy kubańskich epidemiologów w krajach latynoamerykańskich i odwraca się plecami do miejskiego gnojownika, którymi stały się małe miasteczka we wnętrzu kraju.

Bez rękawiczek, maseczek zakrywających usta czy wysokich gumiaków śmieciarze stawiają czoła, tak jak i my sami, coraz groźniejszej zarazie, która wychodzi z naszych własnych domów i przez tygodnie leży pod gołym niebem.

Telewizja, to pudło pełne złudzeń, zawsze będzie miało do pokazania coś ponad naszą szczupłą, codzienną rację. Teraz, tygodnik prowincjonalny z Holguín, wre optymizmem na temat minionego roku i recytuje różaniec zwycięstw z Komitetu Prowincjonalnego Kubańskiej Partii Komunistycznej.

W takim właśnie stanie są ulice: zatęchłe, sypiące się i zapuszczone, czy ktoś ma jakieś wątpliwości, że to ulice rewolucjonistów?

Jakżeby inaczej!

Read Full Post »

Haiti, które poznałem

 

Licofén, Yebá, Margarito, Ño Antonio i Buba. Haitańczycy, przybyli do San Germán, Contramaestre i Marcané, aby ścinać trzcinę, zbierać kawę i robić wszystko, co zapewniłoby im trzy peso kubańskie na jedzenie.

Od tamtej pory znam ich dzieci i wnuków, ludzi tak dobrych, że myślą tylko o pracy, miłości do życia, tak jak Bóg przykazał. Oni, Jamajczycy i Chińczycy są imigrantami najbardziej znanymi na Kubie z tego, że są zdecydowani pracować w czymkolwiek, byle tylko wrócić wieczorem do domu z czymś do jedzenia dla swoich.

Producenci koszyków, kapeluszy i oparć do mebli. Kosiarze trawy, hodowcy zwierząt i plantatorzy produktów żywnościowych i jarzyn; spod ich rąk wyszły tak pyszne dania jak kokoski w syropie, najpożywniejsze zupy i pyszny likier z miodu pszczelego, syropu trzcinowego i alkoholu. Teraz gdy ziemia rozpłynęła się pod stopami Haitańczyków niczym konfitura, właśnie tutaj na wschodzie Kuby, ich potomkowie patrzą ze zgrozą na swoje nieszczęsne korzenie.

W tych dniach, kiedy bębny Bembé zabrzmią po raz kolejny, aby chwalić Papá Legbá, engunes (zmarli) będą błagać, by życie wróciło na ziemię.

Read Full Post »

Sklepy w Holguín pozostają bez zaopatrzenia wskutek reklam stworzonych przez rząd w ostatnim kwartale 2009 roku, mówiących o szukaniu alternatywnych form dostępu do różnorodnych środków żywieniowych dla ludności. W dwa tygodnie od otwarcia w San Germán nowego marketu “La ideal” (cóż za ironiczna nazwa) regały, na których powinny znajdować się oferowane produkty, są puste.

Kiedy otwierano ten lokal, miał on w ofercie różne produkty żywnościowe, ludzie byli oszołomieni jednak nie różnorodnością oferty dostępną w początkowej fazie, ale małą ilością rzeczy danego rodzaju i wysokimi cenami. Na zakupy mogli sobie pozwolić tylko mieszkańcy, którzy drogą “rodzinnego wsparcia” otrzymali przekazy, aby świętować Boże Narodzenie. Ci, którzy nie mają “rodziny” musieli wrócić do domu z pustymi rękami.

Jak do tej pory w styczniu “La ideal” wystawia jedynie napoje na miejscu i coś, co na Kubie nosi nazwę podproduktu mięsnego. Niektórzy mieszkańcy San Germán sądzą, że to posunięcie jest kolejnym z serii tych wykonywanych okazjonalnie w innych prowincjach, gdzie przenosi się żywność z rezerwy albo z rynku dewizowego, aby zaopatrzyć sklepy w momencie świętowania ważnych dat, bo wtedy oczekuje się radości ludzi, zaś po upływie tygodni wracają one do poprzedniego stanu.

W znanym sklepie Garayalde, znajdującym się w jednej z centralnie położonych ulic Holguin, klienci czekają wiele godzin, aby rządowa sieć dystrybutorska pozwoliła na swobodne sprzedawanie ludziom niewielkich ilości żywności jakie produkuje, ale nawet w ten sposób nie udaje się zaspokoić potrzeb. Zgiełk kupujących przekracza wyobrażenia, gromadzące się tłumy wszczynają dyskusje, a koniec końców tylko niewielu z nich udaje się kupić coś do jedzenia.

Widać jak wracają do domów ze zwieszonymi ramionami i nadzieją, że jutro będą mogli przyjść wcześniej i “zająć kolejkę” między pierwszymi przybyłymi, aby móc dokonać zakupu, jeśli tylko detaliczna sieć sprowadzi nową dostawę. Jedzenie jest jednym problemem, innym, znacznie gorszym jest ubranie. W ostatnich miesiącach sklepy TRD i Cubalse dokonały dziwnej fuzji na mocy ministerialnego rozporządzenia. Jak można było przypuszczać wprowadzono zmiany w cenach, aby zatrząść rynkiem, mimo to można zaobserwować zalegające produkty, jedne dlatego że jakość nie idzie w parze z ceną, inne z powodu cen nieosiągalnych dla zdolności nabywczych “przeciętnego Kubańczyka”. Wiele osób skrzętnie liczy pieniądze na kupno ubrań, nie rozumieją jednak, że aby móc wyżywić się i ubrać trzeba stać się setkami “przeciętnych Kubańczyków” naraz.

* przeciętnym obywatelem lub przeciętnym Kubańczykiem wiele lat temu nazwano na Kubie pracownika, który już po ukończeniu szkoły pracował i otrzymywał przynajmniej 350 peso kubańskich, co wystarczało na prowadzenie beztroskiego życia, przy czym chleb kosztował 10 céntimos, a litr mleka 25 centavos.

Read Full Post »

 

Najpierw byłem zamknięty w terminalu przez prawie dwadzieścia godzin, później zapłaciłem 15 dolarów za nielegalną usługę Cubataxi, przez które utknąłem w El Majá, blisko Taguasco, rodzaju labiryntu bez wyjścia, gdzie znalazłem wyjazdówkę na autostradę krajową.

Jacyś nieznajomi, przygodni uprzejmi przyjaciele, zachęcili mnie pośród mojej nocnej depresji, abym wsiadł do ciężarówki. Zawiozła mnie ona w końcu do Hawany, miasta do którego podróżuję jakieś dwa razy w roku, kiedy tylko moje ograniczone finanse mi na to pozwalają. Wyobraziłem sobie męki Meksykanów uciekających do USA, sami prawie zamarzliśmy tego ranka 14 stycznia, przy 7 stopniach Celsjusza, które dopchnęły nas aż do miasta.

Każdego dnia coraz pełniej rozumiem bezbronność na jaką nas, Kubańczyków, skazał rząd. Darmowe podróże autobusami firmy ASTROS są teraz w całości przeznaczone do masowych przewozów wojskowych, studentów i robotników budowlanych. Zgraja łupieżców zalewa dworce regionalne, aby przy jawnym współudziale zarządu transportu wyzyskiwać podróżnych.

Nie mogłem wziąć udziału w warsztatach na temat komunikacji i środków audiowizualnych, mających się odbyć w Holguín, z powodu czyichś obaw, złośliwości tych samych co zawsze, którzy nie pozwalają mi przychodzić do państwowych świątyń. Niemniej jednak w Hawanie, ojciec José Conrado czekał na mnie z otwartymi ramionami, w domu Yoani Sánchez, aby nam, grupie Kubańczyków, opowiedzieć o miłości Matki Bożej Miłosiernej z Cobre, o Jej niezaprzeczalnej obecności na brzegach wyspy.

Miłość Matki Bożej Miłosiernej i Jej nieskończona dobroć jest czymś, co może nas zjednoczyć na zawsze- powiedział ojciec J. Conrado- już wiem, że moja licząca siedemset kilometrów odyseja nie poszła na marne.

Była to podróż z piekła do błogości, jaką czuje się w towarzystwie przyjaciół. Wchodzę w ten rok pełną parą.

Read Full Post »

Komitet regionalny Narodowego Zjednoczenia Pisarzy i Artystów Kubańskich w Holguín, znanego także pod akronimem UNEAC, zdecydował w ubiegłym miesiącu grudniu o usunięciu ze stanowiska dwóch pisarzy, następnie zaś wypowiedział jednemu z nich członkostwo. Dowiedziałem się o tym kilka dni później dzięki intelektualistom biorącym udział w “spotkaniu lub czystce”, z którego zdano mi szczegółowe sprawozdanie.

Pisarze noszą imiona Manuel García Verdecia i Rafael Vilches Proenza, oni to, według cenzorów UNEAC “używali kont internetowych (które są dozwolone w rządowych centrach kulturalnych dla artystów i specjalistów w nim pracujących)” dla celów, które straż informatyczna placówki oceniła jako “proceder nieprzystający intelektualistom zaangażowanym w proces rewolucyjny”.

García Verdecia, poeta i powieściopisarz, był ponadto wiceprezydentem UNEAC w Holguín. Został oskarżony o działanie niezgodne z pełnionymi funkcjami kierowniczymi, jak również utratę wiarygodności, według opinii obecnego prezesa Stowarzyszenia Pisarzy.

Vilches Proenza został przechwycony przez tych samych urzędników straży informatycznej, zajęli jego pendrajwy zawierające prywatne dane, co więcej, przejrzeli wiadomości, które wymieniał z kubańskimi pisarzami osiadłymi na wygnaniu.

W liście skierowanym do przyjaciół i pisarzy, który w grudniu obiegł “kubański intranet”, holguiński powieściopisarz Manuel García zaprzecza rzekomemu pogwałceniu norm ustanowionych na mocy Uchwały 127/2007 o bezpieczeństwie informatycznym. Malarz Jorge Hidalgo Pimentel dementuje oskarżenia przewodniczącego UNEAC, uważa, że był krytycznym intelektualistą chcącym ulepszyć proces społeczny wpisany w rewolucję kubańską. Inny powieściopisarz i poeta Rafael Vilches zdecydował się zaś na odosobnienie w domu i powstrzymanie się od publicznych deklaracji.
Cztery lata temu grupą młodzieży w Holguín wydaliśmy publikację literacką “Bifronte”, byliśmy jednak zastraszani, przesłuchiwani, a w niektórych przypadkach wyrzucani z pracy w sekcji kultury za realizację tego projektu bez wiedzy kubańskich władz.

Przyjaciele z tamtego czasu rozsiani po świecie, do których, niemożliwą do skontrolowania drogą internetową dotarły wieści z Kuby, poprosili mnie wtedy, abym przypomniał im kilka wersów Rafaela. Wybrałem te.

Nie dziwcie się

(Pamięci Alberta Camus’a).

W mieście zaczęły

zdychać szczury

By strach

nie zawładnął miastem

więźniowie nieważni

nie dziwcie się

w czasach zarazy

odejdą

najwięksi.

Read Full Post »

Older Posts »