Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2010

Jesteśmy w żałobie. Ból po stracie naszego holguińskiego brata pozwala nam tylko na napisanie tej notki. W niej chcemy wszystkim wam przypomnieć, że odpowiedzialna za jego śmierć jest jedna osoba, ale ma wielu wspólników. Wielu wspólników, którzy w więzieniu rejonowym w Holguín, bestialsko go maltretowali. Wielu wspólników, którzy w więzieniu Kilo 8 w Camaguey, wrzucili go nagiego do karnej celi, ponieważ sprzeciwiał się założeniu stroju zwykłego więźnia. Odmawiali mu nawet małych i jedynych łyków wody, które zdecydował się przyjmować od czasu rozpoczęcia strajku głodowego w dniu 3 grudnia.

Tu kończą się słowa. Zżera nas ból i wściekłość.

Przy jednym tylko rozkazie Generała Castro kilka tygodni wcześniej, Zapata nie wnosiłby się dziś do nieba bohaterów.

Read Full Post »

Ciągle jestem pod wpływem bólu jaki pozostawiła po sobie śmierć, której można było uniknąć i niemoc w obliczu nieuczestniczenia w uroczystościach pogrzebowych z powodu utrudnień z strony policji. Nie ograniczyło mnie to na tyle, aby mimo wszystko nie opowiedzieć tego, co tutaj przedstawiam, co wydaje mi się ostatnimi krokami, którymi podążyła represyjna machina, aby zabić Zapatę.

1.Stworzenie tego parasądowego teatrzyku, który zdołał nałożyć mu 63 lata kary z czterech początkowych za nieposłuszeństwo.

2. Nieustanne pobicia, którym towarzyszyły obsceniczne słowa i obraźliwe uwagi na temat jego rasy i regionu, gdzie mieszkał (piep…ony czarnuch, piep…ony wieśniak).

3. Umieszczanie w więzieniach oddalonych od domu jego matki (więzienie Kilo Cinco y Medio w ar del Río, więzienie Kilo 8 w Camaguey).

4. Pobicie w listopadzie 2009 w więzieniu w Holguín, kiedy powalono go jednym uderzeniem w nogę, po którym został mu ślad na kolanie, który dziś mogła znowu zobaczyć jego matka, gdy otworzyła trumnę, w domu w Banes. Odkryła także inne ślady uderzeń  gumową pałką, które z całą pewnością zadano mu kilka miesięcy wcześniej.

5. Przymusowe przeniesienie do Camaguey i kradzież jego rzeczy osobistych w dniu 3 grudnia, kiedy to skonfiskowano jedyne jedzenie jakie spożywał w więzieniu. Ten fakt utwierdził go w decyzji o zadeklarowaniu strajku głodowego.

6. Odebranie mu wody na 18 dni, w samym środku strajku, podczas gdy on zadeklarował podjęcie głodówki, w czasie której miał przyjmować jedynie małe ilości wody.

7. Manewr przewiezienia go ze szpitala w Camaguey, do sali dla skazańców na zachodzie Hawany. Sala ta nie ma warunków do przyjmowania więźniów w ciężkim stanie.

W tym przypadku moje analityczne myślenie zawodzi, ale proszę przestańcie już mówić, że rząd posunął się za daleko. Rozkaz wykonania wyroku wyszedł z biura generała Raúla Castro Ruz.

Read Full Post »

 

Ciągnie dosłownie śmiertelnie zakochuję się w dobrych książkach. Cały czas poddaję się przed historiami, które zniewalają i zabierają cię od krwawej rzeczywistości do jeszcze bardziej krwawej nierzeczywistości.

Pozwalam sobie na tę grę słów, ponieważ od kiedy poznałem Marielę Varona Roque, dla przyjaciół La Perra, “Suka”(Perra dlatego, że jej męża- rockowe guru z Holguín, nazywają el Perro, “Pies”), nie mogę wyjść z zachwytu.  Jej ostatnia książka, opublikowana przez powstające wydawnictwo dla nowych kubańskich pisarzy pod patronatem Centrum Edukacji Literackiej “Onelio Jorge Cardoso”, będzie wydaleniem tych historii, które nie były główną częścią jakiegoś większego tekstu.

Z maleńkiego apartamentu w robotniczej dzielnicy, rosyjskiego lub niemieckiego, w stylu najbardziej mrocznych horrorów, każdego dnia próbuje malować świat pogrążony w ciemnościach przez ludzkie zaniedbania emocjonalne. Mariela jest postempiryczna, wydaje mi się, że nie obchodzi ją przyszłość dla nas, jej czytelników, tak jak nie obchodzi ją przyszłość jej postaci. Jej literackie stwory rozciągają się od pospolitego samobójstwa, bez żadnej egzystencjalnej filozofii, aż do kpin z najbardziej absurdalnej śmierci. Między miłością, a żądzą rozpalającą miłość, Mariela ucieka się do pokazania nam najbardziej szarych stron ludziej egzystencji.

Książki powinny służyć również do tego, aby się z nich uczuć, ale gdy książka pokazuje ci coś, czego już doświadczyłeś, wtedy zdajesz sobie sprawę jak świetnie jest napisana. “Dom dyskretnych pożegnań” działa niczym lustro. Pełen insynuacji, by żyć w mniej poniżającej samotności, nie ustawać w drodze prowadzącej do niczego lub dać się ponieść założeniu, że przyjaźń to wilk, który napada cię na każdym kroku. Książka, tak jak dom Marieli w niej ukazany, dom Marieli zbudowany przez więźniów w latach 80’ ubiegłego wieku w Dzielnicy Villanueva, zapraszają do wejścia, popatrzenia i zamknięcia oczu by istnieć, na łasce tego co będziemy w stanie spostrzec.

Urodzona w Banes, z zawodu Inżynier elektrotechnologii, Mariela Varona Roque wydała swoje opowiadania w wielu antologiach. Otrzymała też pożądaną Nagrodę za Opowiadanie nadawaną przez Gazetę Kubańską. Podoba mi się jej bezpośredni sposób opowiadania, ponieważ robi to albo bez wymyślnych środków (do tej pory żadnych nie zauważyłem) albo udaje, że ich nie używa. Przynajmniej w swoim mistrzowskim dziele “Black Dog”, ukazuje to co najlepsze w tym pokoleniu obok Any Lidii Vega Serova, Eny Lucíi Portela i Oneydy González sprowadzają twórczość kobiet na wyspie na plan prawdziwej interakcji z najbardziej bezpośrednimi odbiorcami, którymi jesteśmy my, jej czytelnicy.

Czuję na sobie jedno jedyne zobowiązanie, odkrycie dla szpiegujących na tym blogu, największe osiągnięcia pokoleń Kubańczyków wplątanych w absurdalną politykę wydawniczą, która pozwala na publikowanie tylko i wyłącznie mniej problematycznym autorom. Lecz nawet w takich warunkach pojawiają tacy, którzy są zdolni do wymyślenia kraju, miasta, domu, tak jak zrobiła to Mariela Varona Roque.

Read Full Post »

 

Na każdym kroku bandyci z Kubańskiej Rady Państowej wstrząsają domem wyłącznie dla sprawdzenia, co się stanie. Kilka dni temu, w czasie stania w kolejce do ciężarówki, która wydostałaby mnie z Marcané, w kierunku San Germán, dowiedziałem się o nowym okrucieństwie w kartkach na żywność reglamentowaną. To dokument tożsamości, który w nas, Kubańczyków, uderza od urodzenia.

Kilka miesięcy temu wycofano nieliczne uncje fasoli, które sprzedawano osobom widniejącym rejestrze Książeczki Reglamentacyjnej i zaczęto je sprzedawać niezależnie.  Skończyło się na tym, że zniknął on z miejsc publicznych, ponieważ służył jako pożywienie zarówno dla ludzi jak i zwierząt.

Teraz znowu zaczęto je racjonować, ale w lutym nie sprzedano nawet dziesięciu uncji fasoli pinto, exportowanych z Europy i Kanady, więc były praktycznie rozdawane. Panie domu wniosły okrzyki do nieba, jednak wielka wrzawa zamieniła się stopniowo w ciche mruczenie.

Od historycznego zdania generała Raúla Castro, odnoszącego się do stwierdzenia, że fasola jest ważniejsza od armat, do dziś zarządzający racjonowaniem operowali dźwignią racjonowania w tę i we w tę, aż ją złamali.

Na niewiele zdają się armaty wobec szturmu tych, którzy za ogólnym przyzwoleniem rabują państwowe magazyny w celu zaopatrzenia rynku podziemnego.  Nowy wojskowy arsenał nabyty od Rosjan jest niewielkim osiągnięciem wobec decyzji garstki rolników, którzy usadowili się w jednym z publicznych parków, by domagać się swoich praw.

Drobni rolinicy krok po kroku ciągną zapasy w stronę rodzinnego stołu, pomiędzy biurokratycznymi potknięciami, odmowami ze strony rządzącej junty wojskowej oraz brakiem zainteresowania Kubańczykami niższej klasy. Powoli tworzy się wyrwa, która poskutkuje definitywną eksplozją odwagi, marzeniami o przebudowaniu kraju, który leży pośród gruzów.

Upłynął zaledwie miesiąc nowego roku. Brakuje tylko, aby odsunęli nieznośne brzmienie przemów, niajkość przy wydawaniu produkcji i zabrali mi armaty sprzed nosa. My, obywatele, nie jesteśmy wrogami, niebezpieczeństwo dla reżimu stanowią wypaczone manewry, które ten codziennie podejmuje przeciwko samemu sobie.

Read Full Post »

Trudno znaleźć ślady zinstytucjonalizowanego rasizmu na Kubie. Nie jest obecny w prawie krajowym ani też w ukrytych zakazach (dekretach, dodatkach do dygresji od dyrektyw Komendanta), które pojawiają się w ostatniej chwili, aby ochronić oprawców.

We wschodniej części wyspy mówiło się przez długi czas, nadal się mówi, o Holguín, które posiada “silny element rasistowski” prawdopodobnie odnosi się to w większości do jego mieszkańców. W tej oto prowincji okrucieństwa były bardziej ukrywane, niż możemy sobie to wyobrazić.

Przypadek więźniów zwykłych i politycznych obala jakiekolwiek argumenty. Zdumiewający jest fakt, że siedmiu na dziesięciu skazanych to osoby rasy czarnej, według tajnej ankiety zrealizowanej przez jedną z grup opozycyjnych w 2007 roku. Z drugiej strony świadkowie są elokwentni.

Kiedy jakiś więzień jest maltretowany słowo “czarny” pojawia się wraz z pierwszym kopnięciem lub uderzeniem. Zapata Tamayo, w więzieniu rejonowym w Holguín, zawsze był obrażany dlatego, że był ciemnoskóry i nie umiał okazać wdzięczności rewolucji za “uratowanie od niesławy”. Jorge Luis García Pérez Antúnez powiedział w jednym z wywiadów przeprowadzonych przez rozgłośnię z południa Florydy, że minionego 28 grudnia, usłyszał ze strony jednego z wysokich oficerów policji politycznej z Holguín najcięższe rasistowskie obelgi jakie usłyszał w swoim życiu bojownika o prawa obywatelskie…

Zwalczanie rasizmu nie będzie retorycznym procesem, tak długo jak osobiste świadectwa będą mówiły swoje.

Read Full Post »

Read Full Post »

Read Full Post »

Read Full Post »

Read Full Post »

 

Dwudziestu dwóch dysydentów przybyło do Las Tunas drugiego lutego na zebranie zarządu Wschodniego Paktu Liberalnego, platformy gromadzącej wiele organizacji obywatelskich z regionu. Przyjechali z całego wschodu i o 2 po południu rozpoczął się pokojowy marsz do położonego centralnie parku Maceo, gdzie publicznie odbyło się spotkanie. Następnie przedyskutowano bezużyteczność dokumentu jakim jest konstytucja Republiki Kuby, która chroni jedynie rządowych oprawców, a nie obywateli. Powinna zostać spalona przy wszystkich, w celu przyciągnięcia uwagi i stworzenia możliwości wyjaśnienia przyczyny całej akcji.

Ból Reiny Luisy z powodu tragicznego stanu Orlando Zapaty w sali skazańców szpitala Amalia Simoni sprawił, że wszyscy, po zakończeniu publicznej akcji, zdecydowali, że pojadą do Camaguey, aby solidaryzować się z nią, wijącą się z bólu i bezsilności wobec agonii syna.

Moje poczucie obowiązku jako przekazującego informacje, nakazał mi przyłączyć się do liberałów.

Tam Reina wznosiła okrzyki, aby zobaczyć syna i móc towarzyszyć mu w szpitalu, odrzucono jednak jej prośbę. Wszyscy na nowo zdecydowali się na przyciągniecie uwagi na ulicach miasta, już nie przy pomocy symbolicznego spalenia, ale nawoływaniem o sprawiedliwość i wolność dla Czarnego Zapaty.

Marsz w Camaguey rozpoczął się trzeciego, około 4 po południu, a uczestnicy przemieszczali się wzdłuż jednej z głównych ulic. Przeszli ponad kilometr.

 Opowiadali tubylcom o dogorywającym w szpitalnej sali dla skazanych patriocie kubańskim, który zdecydował się głodować w akcie protestu przeciwko pogwałceniom praw człowieka, do których dochodzi we wszystkich więzieniach w kraju.

Krzyczeli “Precz z dykaturą”, “wolność dla więźniów politycznych” i inne slogany wyrażające odrzucenie panującego na Kubie rządu. Nikt z mieszkańców im się nie sprzeciwił, żaden nie zaatakował, ani nie obraził.

Jednak już w bardziej oddalonej części, pod koniec marszu, więcej niż setka funkcjonariuszy rzuciła się na nich. Jedni ubrani po cywilnemu, czyli znana nam policja polityczna, inni w mundurach wojskowych i do kompletu, kilku dodatkowych z brygad szybkiego reagowania.

 Widziałem jak brutalnie ich bili. Kobiety, aby je uciszyć, by nie wolały za nimi “mordercy”, “gwałciciele praw człowieka”, “kryminaliści” uderzano w twarz, a potem w brzuch, gdzie nie widać śladów uderzeń.

Przeciw mężczyznom rzuciło się z kopaniem ponad stu wojskowych, tych samych, którym nie udało się przekonać obserwujących, by przyłączyli się do nich i wzięli udział w uczcie szakali. W tamtym momencie najbardziej agresywni byli: major Julio César Bombino González Bombino, przywódca starcia z ramienia MININT i Julio César García Rodríguez, sekretarz regionalny PCC (Komunistycznej Partii Kuby). Jeden w uczestników marszu Francisco Luis Manzanet Ortiz miał na sobie koszulkę ze słowami Ghandiego „ jestem w stanie urzeć dla moich idei, ale nigdy zabić”. To, że coś takiego zdarzyło się na ulicach Camaguey jest sukcesem kubańskiego ruchu obywatelskiego, coś obudziło się już na zawsze.

Na ciele wszystkich pozostały ślady i ból, ale Camaguey przeżył dwie godziny wolności.

* Dzisiaj, kiedy ledwie opowiedziałem przyjacielowi o tym reportażu, aby zawiadomić o tym, co zdarzyło się w Camaguey, gdzie nie docierają akredytowani dziennikarze z Hawany, znowu pojawił się jeep policji politycznej w San Germán. Nakaz? Nie mogę wychodzić z domu.

Znowu musiałem uciec się do Twittera, aby wydostać się poza San Germán.

Read Full Post »

Older Posts »