Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2010




Musiałem dostać się do Hawany i już miałem wyruszać, gdy zawiadomiono mnie o areszcie domowym. Chcąc uniknąć wpadek przełożyłem podróż na następny dzień. Popełniłem samobójstwo wsiadając do pociągu nazywanego na Kubie “regularnym”. Podróż z San Germán do Hawany trwała osiemnaście godzin i myślałem, że nigdy się nie skończy.
Wśród komarów, karaluchów i ponad trzydziestostopniowego upału po raz kolejny odbyłem podróż po dnie morza.

Osobom, które tak jak ja nie mieszkają przy stacjach końcowych, tylko pośrednich, prawie nigdy nie sprzedają biletów do Hawany, ponieważ na każdą podróż jest ich zaledwie około dziesięciu. Jeśli do tego dodamy, że tym razem przyjechały dwa wagony wypełnione wojskowymi z MININT i FAR udającymi się do szkół, oprócz tego jeszcze jeden ze sportowcami jadącymi na Olimpiadę sportową wymyśloną przez państwo ot tak, możliwości dotarcia do celu były dwie: czekać aż przejadą “masowe transporty” albo wsiąść za wszelką cenę:

tym razem wybrałem drugą opcję. Wsiadłem, zapłaciłem za bilet z nawiązką (podwójną cenę), nie dało rady, za sto pesos nie dostałem miejsca siedzącego. Usiadłem więc na podłodze, jak wielu innych we wszystkich wagonach, przysypiając i oganiając się od komarów spędziłem osiemnaście najgorszych godzin mojego życia.

W tego typu pociągu nie ma wody, dlatego na wszelki wypadek zapakowałem do plecaka plastikową butelkę. Sprzedawany prowiant przygotowano co najmniej 10 godzin wcześniej, a na dodatek pełno tam było podejrzanych sprzedawców uciekających przed policją czy inspektorami.

Z każdą minutą opóźnienia, na każdej stacji gdzie pociąg się zatrzymuje trzeba czekać, a potem przepychać się i ustępować miejsca innym. Szukałem wśród nich twarzy jakiegoś kierownika, biznesmena czy “kadrowego partii komunistycznej”, ale takiej nie znalazłem. My, podróżujący w ścisku, to ci eufemistycznie nazwani “nowym człowiekiem”. Jesteśmy ciężarem dla społeczeństwa, zmuszanego do dokładania nam nawet na podróż pociągiem, taką jak ta, o której opowiadam, to my nie umiemy przeżyć- jak padło w jednym z orędzi do narodu- bez naszego “Taty-Państwa”.

Ta moja podróż do Hawany była najlepszym sposobem na zainaugurowanie nowego Ministra Transportu- kogoś, kto nawet w snach nie podjąłby męczarni wejścia na minutę do normalnego pociągu. Jestem tego pewien.

Reklamy

Read Full Post »

We wtorek 11 maja zostałem zatrzymany na kilka godzin. Poinformowano mnie o zakazie opuszczania miejsca zamieszkania obowiązującym do 16 maja. Po wszystkim wróciłem do domu nawet nie podejrzewając, że zakaz będzie powiązany z planem skrzywdzenia moich dzieci. Od tamtego momentu aż do niedzieli, ulicą obok mojego domu przejeżdżały samochody, a wojskowi ubrani po cywilnemu “przypadkiem” dawali o sobie znać głośno trąbiąc przy oknie, gdzie spała moja 16- miesięczna córka. Wysyłali inspektorów i służby sanitarne, aby sprawdzić nie wiadomo co, przychodzili także ci, którzy zaoferowali się jako przypadkowi goście by węszyć w moim domu.

Sytuacja ta sprawiła, że mój syn Malcom co chwila podbiegał do okna “sprawdzić, czy policjanci już pojechali”, a mała zrywa się w czasie snu. Mieszkający ze mną staruszkowie zobaczyli inną, współczesną, twarz Kuby, jaką „stworzył Fidel”.

Mimo tego wszystkiego moja żona Exilda i ja nie porzucamy snów o wolności.
Gdy oddział policji staje w ilości ponad dwudziestu mężczyzn do pilnowania pisarza i jego twórczości, aby nie wjechały na autostrady cyberprzestrzeni, coś musiało już pęknąć w represyjnej machinie dyktatury. Czemu tyle szumu z powodu garstki wolnych ludzi chcących uczcić narodziny męczennika za demokrację, w tym przypadku ORLANDO ZAPATY TAMAYO w Banes, w prowincji Holguin?

Muszę jeszcze wyjaśnić, że sześciodniowy areszt dawał nam według G-2 możliwość wychodzenia jedynie na ulice San Germán, a nawet i to pod okiem żandarmów. Mogłem się z nimi przespacerować po ulicach, nie jest to jednak typ performance’u na którym mi zależy. Moje siostry, Damy w Bieli, osiągnęły w tym mistrzostwo, więc moja akcja byłaby nędzną karykaturą obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Znajomi z twittera z Hawany, Kanady i Hiszpanii doładowali mi telefon. Z Miami i Teksasu dotarły słowa otuchy i kolejne doładowania. Umożliwiono mi tym sposobem dalszą komunikację przy pomocy narzędzia, które stało się niczym kula armatnia.

Ojciec Adonis González Betancourt przyszedł do naszego domu, aby umocnić nas w wierze i poczuciu, że nie jesteśmy osamotnieni. Wiadomości tekstowe od ojca Pablo Emilio Presilli docierały bez żadnego opóźnienia z Antilli. Ludzka solidarność jest rozciągliwym sznurkiem, nigdy nie wiemy jak daleko dosięgnie.

Nawet w tych okolicznościach pamiętamy o Orlando Zapacie i wysyłamy wiadomości z podziękowaniami dla Reiny Luisy, która teraz przebywa tylko ze swoją rodziną, jako że żadnej osobie z naszej braci nie pozwolono tutaj przybyć. Wielu zatrzymano, wielu jeszcze zostanie zatrzymanych, ale ZAPATA ŻYJE, BOITEL TEŻ.

W niedzielę w południe, po wycofaniu oddziału pilnującego mojego domostwa znowu usłyszeliśmy nawoływania sprzedawców plastikowych opasek, cukierków, marmolady, świeżych ryb, krakersów…

Nikt nie ujarzmi rączego źrebaka jakim jest nasze pragnienie WOLNOŚCI.

* Martí obiecał, a “Fidel wypełnił” (odnosi się do wersu napisanego przez pewnego kubańskiego poetę, którego celem było wychwalanie figury Fidela Castro jako jedynego wybawiciela narodu.

Read Full Post »

Wiem tylko, że ma na imię Robert, naturalny rzemieślnik. Zapoznał nas jeden przyjaciel pewnego letniego wieczoru. Robi przedmioty użytkowe jak paski, portfele, torby, breloczki z pustych opakowań po napojach zwanych Piñata, które sprzedają tu na Kubie. Nauczył się fachu od więźniów, zdolnych wszystko wymyślić. Przez cały wieczór praktycznie się nie odzywał, „mam kilka zaległych zleceń, bracie”, wyjaśnił mi, po czym kontynuował rwanie sreberka na kawałki.

Niektóre z prac Roberta wywołały uśmiech na twarzach najskromniej żyjących matek, kiedy kilka dni temu otrzymały prezenty. Jemu udało się przy tym zarobić kilka peso na utrzymanie rodziny, ale też na jakiś prezent dla swojej mamy, co by się nie działo czułość ginie ostatnia.
Teraz zachodzi w głowę jakby tu wymyślić coś, żeby w czerwcu sprawić rodzicom radość, zdaje sobie sprawę jak trudne to zadanie, bo nie dość, że ludzie nie kupują aż tak wielu ozdób, to do tego spadła na niego cholerna obserwacja policyjna.

Widział już jak inspektorzy konfiskują sznury czosnku pewnego staruszka, nakładając mu karę 300 pesos, jak kobieta była sądzona za sprzedawanie nylonowych siatek, takich jakich w innych częściach świata używa się do pakowania zakupów. Dowiedział się o rejestrach przy każdym wyjeździe z wioski, policjantach proszących o dowód tożsamości na każdej drodze łączącej wioskę, od brzegu morza aż po wnętrze, boi się, że może mu się przydarzyć to samo.

Read Full Post »

Dnia szóstego maja stanąłem na Placu Antonio Maceo w Santiago de Cuba. Zostałem zaproszony do zrelacjonowania piątej sesji Zebrania Zarządu Wschodniej Unii Demokratycznej.

Grupa opozycjonistów utknęła w czasie operacji zorganizowanej przez kubańską policję polityczną, pod dowództwem Majora Diorkisa z Departamento 21, której celem było uniemożliwienie zgromadzenia w jednym z bastionów najwyższego szczebla kubańskiej władzy.

My, zawiadomieni o całej akcji, zebraliśmy się na środku rynku i szliśmy w stronę Universidad de Oriente, zakrzyknęliśmy trzy razy bardzo głośno “Zapata żyje!”. To był nasz krzyk rozpaczy o wolność na Kubie. Niezwłocznie wspięliśmy się na wzgórze Quintero położone zaraz obok siedziby uniwersytetu. Przeszliśmy przez dzielnicę „El Hoyo”, porozmawialiśmy chwilę z mieszkańcami i oddaliliśmy się w odosobnione miejsce w celu przeprowadzenia Zebrania Zarządu.

Tamtego dnia zostało zatrzymanych piętnastu aktywistów, których, oprócz Rolando Rodrigueza Lobainy, wypuszczonego dopiero dzień później, uwolniono po kilku godzinach .

Między tuzinem aktywistów znajdowali się reprezentanci Kubańskiej Partii Liberalnej, MC “Młodzi dla Demokracji”, FLAMUR, Prezydium więźniów politycznych “Pedro Luis Boitel”, Partii Ludowej (skrzydło postępowe) i wielu innych w obrębie Wschodniego Związku Demokratycznego.

Związek organizuje swoje spotkania publicznie, tym razem, poza analizą trudności, rozwiązań w ważnych kwestiach proponowanych przez członków Zarządu, wyrażono duchowe wsparcie dla Dam w Bieli, Guillermo Fariñasa i Reiny Luisy Tamayo Danger, matki Orlando Zapaty.

Sytuacja na placu, młodzież zabrana do samochodów patrolowych i późniejsze śledzenie nas przypomniało mi literaturę o tajnej walce w tym mieście przeciwko Fulgencio Batiście.

Opowiadam tę bajkę powtórnie, ale z innymi postaciami, w wyjątkowych okolicznościach.

Read Full Post »

Takiego Guantánamo nikt po drugiej stronie sobie nie wyobraża. Na zdjęciu jedna z ulic “Fidela”, według tego co wykrzykuje ciżba demonstrująca dysydentom odrzucenie. Miejsca tego rządowa maszyneria nie poleca turystom w czasie zwiedzania wschodniej Kuby. Jest oddalone od centrum miasta. Ci chłopcy wzięli sobie oponę, łuk ze strzałami i poszli do parku, by tam spędzić niedzielę. Ktoś przykucnął, żeby zrobić im zdjęcie, ale nikt, oprócz małego, nie przerwał zabawy.

Chodziłem sobie tamtędy w te majowe dni. Pamięta się tam jeszcze złe chwile i strach przed trzęsącą się ziemią. Ducha jednak jest aż nadto i zaangażowanie moich przyjaciół w pisanie bloga “El Palenque” jest jedną kpiną z oblężenia, oni sami zaś udostępniają go wszystkim, nawet jeśli dzieje się to z kilkudniowym opóźnieniem w stosunku do wydarzeń w Guaso.

Moi przyjaciele z Palenque chcą uświadomić wszystkim, że zbiorą chęci i skumulują się przeciwko aparatowi władzy. Władzy trzymającej Guantánamo tak na uboczu, sprawiającej, że pojawia się ono na mapie politycznej kraju tylko wtedy, gdy rozkaz zatrzymania jednego z młodych opozycjonistów wychodzi z biura krajowej dyrekcji G-2.

Read Full Post »

Któregoś dnia Enrique Reboredo (Kike) zaczął malować swój dom, pożyczył od wszystkich z okolicy pędzle i farby, po czym zaprosił nas do wspólnej zabawy. Dzieci wychodziły ze szkoły i, gapiąc się, zarzucały go gradem pytań. Ten gość zapomniał o smutku i biedzie, bo jedno i drugie weszły głęboko w niego, jak szaleństwo, które na zawsze zabrało go ze świata “zdrowych na umyśle”.

Read Full Post »

Czasami marzę

Ten rok bez wątpienia będzie należał do młodzieży kubańskiej. Niepostrzeżenie to się już stało. Czerwoni ze wszystkich prowincji już mieli okazję zobaczyć piegowaty i rozdygotany raport Machado Ventury z wyprawy po całej wyspie, w czasie przygotowań do kongresu młodzieżowego. Potem zaś wybrano ludzi na wyjazd do stolicy, aby przeprowadzić podobną akcję. Mówiono tam i o sprawach boskich i o ludzkich, a naobiecywano wszystkiego.

Istnieją długi, od których nie da się uciec nawet mając za sobą wojsko jakie zrównało z ziemią Tianamen. Zostaje nam koncert Gorkiego i Porno para Ricardo* po jego powrocie z ziemi Azteków i wyprawy na północ czy do “yankeelandii”.

Czekamy niecierpliwie na chłopców z Zona Franca**, na ich powrót do miejskich realiów. Wracają z otchłani komisji kulturalnych, wznosząc się ponad biurokrację, która trawi wolną sztukę na Kubie.

Przyjadą wyczekiwane przez nas nielegalne książki, pojawią się kolejni blogerzy, odważniejsi i trafniejsi od nas w swoich spostrzeżeniach. Wyspa zapełni się dzieciakami używającymi twittera za mniej niż 1 CUC za SMS-a. Ustawi się kolejka od Guantánamo do Remates de Guane z prawą ręką wyciągniętą w stronę oficerów G-2, aby oddali zawłaszczone telefony, porozbijane w jednostkach policji laptopy oraz inne rzeczy osobiste, które spotkał znacznie gorszy los.

W tym roku wsiądę w samolot do Hawany bez czekania trzy dni w kolejce czy wsiadania do ciężarówki… tak sobie mówię.

Czasami zarażam się takim optymizmem, że samego siebie mi szkoda.

* Porno para Ricardo to kubański zespół punkrockowy, którego liderem jest Gorki Águila; grupa słynie z mocno antyrządowych utworów

** Omni Zona Franca– niezależny projekt artystyczny, integrujący różne dziedziny sztuki

Read Full Post »