Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2011

        Zdjęcie: Archiwum AOD

Wieści o zatrzymaniu ponad pięćdziesięciu aktywistów na rzecz Praw Człowieka na terenie całego kraju tylko potwierdziły agresywną i zamknięta naturę reżimu rządzącego w moim kraju.

Niektórzy dali się zwieść. Kolejny raz jedynymi zatrzymanymi, pobitymi i uwięzionymi we własnych mieszkaniach byli pokojowi opozycjoniści wraz z bliskimi. Żadnych dobrowolnych akcji, niewielka solidarność ze strony sąsiadów i strach z daleka widoczny u tylu osób. Ten strach „przestrasza”.

Zatrzymania rozpoczęły się wczesnym rankiem 21 lutego, kiedy w Baracoa aktywiści ze Wschodniego Związku Demokratycznego (Alianza Democrática Oriental-ADO) Francisco Luis Manzanet Ortiz, Omar Wilson Estévez Real, Annie Sarrión Romero, jej małżonek Juan Carlos Vázquez Osorio oraz Milagros Leyva zostali zabrani do jednostki policyjnej Villa Primada de Cuba. Z tej grupy Manzanet Ortiz y Estévez Real pozostawali w areszcie do dnia 24 lutego.

Pierwszym chwytem kastrowskich bojówek pilnujących Pałacu Rewolucji jest zapobieganie oddawaniu czci w rocznicę śmierci Orlando Zapaty w dniu 23 oraz pilotom z „Hermanos al Rescate”* w dniu 24.
Jak to jest w zwyczaju, domy aktywistów na rzecz Praw Człowieka, innych dysydentów i niezależnych dziennikarzy w Santiago de Cuba, Guantánamo i Holguín były obserwowane przez połączone siły policji politycznej (G2), Policji Rewolucyjnej i oddziałów paramilitarnych Brygad Szybkiego Reagowania. Tego samego dnia, 21 lutego, niezależny pastor kościoła baptystów Desmides Hidalgo López został brutalnie pobity przez siły bezpieczeństwa w wiosce Buenaventura, w prowincji Holguín. W momencie tworzenia tych akapitów Desmides został uwolniony, a jego dom otoczony wojskowymi.

22 lutego w nocy otrzymałem telefon od Yanet Mosquera Cayón z wiadomością, że jej małżonek Rolando Rodríguez Lobaina, główny koordynator ADO, wraz z innymi dysydentami został zatrzymany na ulicach Guantánamo.

23 lutego, pośród licznie rozstawionego po całym terenie wojska, Reina Luisa Tamayo mogła, w towarzystwie 11 członków rodziny, grób Zapaty na cmentarzu w Banes. W tym dniu w godzinach porannych i popołudniowych w Guantánamo zostali zatrzymani Jorge Corrales Ceballos, José Cano Fuentes oraz Isael Poveda Silva, wszyscy należący do ADO. W Holguín, według świadectwa byłego więźnia politycznego Fidela Garcíi Roldána, agenci policji politycznej zaczęli bić dziennikarkę Maríę Antonię Hidalgo, jej matkę Maríę Mir i aktywistkę z FLAMUR, Marlene Pupo Font, pobito i zmaltretowano dziennikarkę Caridad Caballero Batista, jej małżonka Estebana Sande Suárez i prodemokratycznego aktywistę z tego miasta na wschodzie, Juana Carlosa Gómeza.

Do kolejnych zatrzymań doszło w Palma Soriano, Raudel Ávila Losada potwierdza wiadomość o chwilowym zatrzymaniu prawie trzydziestu aktywistów, którzy według jego świadectwa zostali uwolnieni po upływie niecałych dwóch godzin. Rankiem 24 lutego Ávila Losada potwierdził, że w tym mieście w prowincji Santiago nad brzegiem rzeki Cauto, ciągle zatrzymani byli Marino Antomachín i Reinaldo Martínez Rodríguez.

Ograniczenia przemieszczania się, zakazy wychodzenia z domów zostały ogłoszone w Antilla, Banes, San Germán i Santiago de Cuba. W ostatnim z wymienionych miast donoszono o zatrzymaniach wielu aktywistów w wiosce El Caney, nie sprecyzowano jeszcze ani nazwisk ani ilości osób, ponieważ dysydenci zostali zatrzymani w drodze do jednego z punktów w mieście, gdzie mieli się spotkać. Idalmis Núñez Reinosa była w swoim mieszkaniu, ale połączenie telefoniczne zrywało się cały czas. Dostałem wiadomość, że zarówno Antúnez jak i Idania Llanes zostali aresztowani, a dom Antúneza został zaatakowany przez siły kastrowskie. W Hawanie, gdzie piszę ten post, jeden z sąsiadów niezależnego dziennikarza Héctora Julio Cedeño Negrín opowiedział mi, że rzeczony nie wrócił do domu z akcji podjętej przy ulicy Neptuno, w domu Laury Pollán Toledo. Cedeño Negrín został pobity i nadal jest zatrzymany.

Stworzyłem ten mini-raport dzwoniąc do nielicznych, którym jeszcze nie dezaktywowano telefonów. Jest 24 lutego i nie chcę czekać do jutra ze zrobieniem chociaż częściowego podsumowania. Z całą pewnością dziś dojdzie do zatrzymań, jeśli tylko jakiś opozycjonista przebywający na wolności zbliży się nad brzeg morza, aby wrzucić kwiaty za zmarłych w czasie katastrofy awionetek. Piszę w pośpiechu typowym dla śledzonego. Moja żona powiedziała mi, że tam daleko w San Germán, od ponad dwudziestu czterech godzin policyjni szpicle obserwują mój dom. Nie wie czy zamierzają mnie zatrzymać kiedy wrócę, czy też nie wiedzą czy jestem w środku i jestem chory jak kilka dni temu. Widzę tutaj, na ulicach Hawany jakiś napięty spokój, mimo to poszedłem do kafejki internetowej i wysyłam posta.

Udało mi się tym razem uniknąć oddania się w ręce porywaczy, którzy chcieliby, żeby im opowiedzieć o kilku wpisach z twittera, wysłanych z resztek salda jakie pozostało mi na koncie i wysłaniu wam tej notki, obawiam się jednak o zamieszanie po południu, kiedy będą próbowali mnie zabrać do aresztu.

Moi bracia aktywiści i dysydenci proszą o wysyłanie wiadomości przez komórkę. Wszyscy chcą wiedzieć co się dzieje.

Zamarzyło mi się, śniłem o egipskich i libijskich ulicach rozświetlonych w nocy, wiatrach bliskowschodnich pustyń podpalonych ludzką wrzawą. Kubańska rzeczywistość jest inna, inne są zatrzymania i pobicia, jest nas mniej niż na placu oświetlonym pragnieniem wolności w Kairze czy Ammanie.

* mowa tu o dobroczynnej organizacji „Bracia na ratunek” z siedzibą w Miami; wspomniane wydarzenie miało miejsce 24 lutego 1996, kiedy to Siły Powietrzne Kuby strąciły dwie awionetki należące do organizacji


Zdjęcie: Luis Felipe Rojas

Reklamy

Read Full Post »

Zdjęcie: Archiwum ADO

Minął rok od śmierci OZT w więzieniu. Wiadomość o jego zgonie wskutek długiego strajku głodowego, została szeroko rozpowszechniona przez media międzynarodowe. Rok później ciało tego młodego czarnoskórego chłopaka rozciągnęło się na represje w stosunku do jego braci w sprawie, pokazujących solidarność z nim, czasami nawet go nie znając oraz dużej liczbie Kubańczyków, obserwujących w swoich dzielnicach policyjne hordy otaczające pokojowo nastawionych dysydentów.

Śmierć Zapaty z wycieńczenia sumuje się do głodu, który cierpimy przez ponad pół wieku. Mówię o głodzie duchowym, o braku wolności, ale też o innym głodzie, tym z powodu którego cierpimy my i nasi bliscy. Mówię o braku żywności dla ludzi, a wszystkiemu winna jest gnuśność i brak inicjatywy rządowej w sprawie zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Taki paradoks, taka spuścizna. Podczas gdy miliony Kubańczyków każdego dnia zachodzą w głowę jak zdobyć coś do jedzenia, pozbawiony wolności OZT woli umrzeć głodując niż być szykanowany i bestialsko bity w więzieniach, przez które się przewija.

Czarny, dysydent i ze wschodu- to kolejne wyroki na drodze do jego ostatniej męki. Dyskryminowany z powodu koloru skóry, jak tysiące innych Kubańczyków w epoce “równości”, nie wierzył w zawoalowany, ale jakże wyczuwalny apartheid. Prorządowi akademicy oraz intelektualiści poruszali temat rasizmu na Kubie, co do tego nie ma wątpliwości. Uchwalone w 1997 prawo zabraniało i ograniczało “osobom z wnętrza kraju” rezydowania w “stolicy wszystkich Kubańczyków”, dlatego właśnie jego kara była potrójna.

Któregoś dnia, latem 2009, ustawiłem się naprzeciwko więzienia prowincjalnego w Holguín solidaryzując się z Zapatą w czasie jednego z jego strajków głodowych. Osiem miesięcy później, 3 lutego 2010, szedłem w marszu u boku około trzydziestu dysydentów ulicami Camagüey, byłem przy szpitalu, gdzie Zapata dogorywał w swojej ostatniej walce. Zatrzymania, kiedy próbowałem dojechać do jego rodzinnego Banes, dni, w których mój dom był otoczony przez hordy cywilów i mundurowych, uniemożliwiając mi wyjście, fakt, że mój syn jest pod opieką psychiatry, to przedłużenie ciała OZT. Metafora ciała w innym ciele to nie proporczyk czy medal noszony na pokaz niczym wojenne trofeum, to konsekwencja snu o wolności.

Na przestrzeni tego roku doszło do wielu zatrzymań. Niemniej jednak, próby publicznego poniżenia go przy użyciu wszystkich środków masowego przekazu jakie posiada rząd nie wystarczyły, aby zdławić obywatelski, prosty akt stawienia czoła dyktatorowi.

Bunt Dam w Bieli, strajk Fariñasa i twarda decyzja setek Kubańczyków o poszukiwaniu wolności sprawiły, że ta śmierć nie poszła na marne. Niezdarność, z jaką władzę uniemożliwiają swobodny przejazd każdemu, kto chce dojechać do Banes, by odwiedzić cmentarz, miejsce pielgrzymek, również jest częścią przedłużenia ciała OZT, którą wszyscy stanowimy.

Read Full Post »

Obywatelski gest

Leslie Chan, siedemdziesiąt pięć lat na karku, a w życiu nie przyszłoby mu do głowy, że przekroczy próg komisariatu. Zaledwie tydzień temu siedział sobie na ławce, czekając na swoich przyjaciół, aby pogadać z nimi chwilę, jak każdego ranka od kiedy przeszedł na emeryturę, niestety jeden z policjantów zakłócił mu spokój.

Żandarmi wzywający Lesliego byli w trakcie przeszukania domu rodziny mieszkającej bardzo blisko miejsca posiadówek siedemdziesięciolatków, a jego potrzebowali po prostu jako świadka. Opowiedział mi jak zbliżyli się do niego bez zbędnych wstępów, jednakże on od razu stanowczo im się sprzeciwił. „Nie pójdę”- powiedział pewnie do policjanta, po czym dodał „nie jestem konfidentem”.

Podczas przepytywania wyjaśniono mu “obywatelski obowiązek”, on zaś powtórzył dobitnie swoje zdanie na ten temat i dodał, że jest na emeryturze, cierpi na nadciśnienie i zarzucił ich jeszcze kilkoma innymi pretekstami, byle tylko nie doszło do tego, co sam uważa za „współudział” w przeszukaniu. Policjant poprosił go o dokument tożsamości i opryskliwie rzucił, żeby zjawił się po niego w lokalnej jednostce policji.

Przez cztery dni chodził do kwatery, aby odebrać dowód osobisty, w czym pomagała mu jego siostra, również siedemdziesięciolatka, a czego ja jestem naocznym świadkiem. Za każdym razem protokolant poświadczał o słuszności jego odwołania, a nawet szef jednostki wojskowej zapewnił, że po powrocie mundurowych jemu samemu dostanie się reprymenda.

Do dziś nie wiadomo, czy tamten poniósł jakieś sankcje, Leslie jest za to całkowicie przekonany o swojej racji co do tego, że według kubańskiego kodeksu karnego nikt nie jest zobowiązany do uczestnictwa w przeszukaniu domu, o ile nie jest to „kwestią życia i śmierci”. W tym przypadku zaś chodziło o „znalezienie kilku banknotów peso wymienialnego” w domu handlarza, reguła nie ma tym samym żadnego zastosowania w przypadku siedemdzie-sięciopięcioletniego człowieka.

Leslie twardo się sprzeciwił, jak Rosa Park kurczowo trzymał się swojej prawdy. Tak jak ona trzymając się rurek od siedzenia w autobusie, Chan odmówił absurdalnej współpracy z policjantem. To gest, niewielki czyn z gatunku tych, które są w stanie wywołać rewolucję społeczną.

“Zwrócili mi dowód po czterech dniach”- opowiada- “dowiedzieli się, że już nigdy nie będą mogli na mnie liczyć”.

Read Full Post »

Zdjęcie: Luis Felipe Rojas

Rząd kubański w życiu nie wykaże się układnością czy dobrym zwyczajem współdzielenia kraju, ziemi i przestrzeni publicznej ze swoimi bliźnimi, nawet z przeciwnikami na polu socjalnym czy politycznym.

Od wielu lat stopniowo zwiększa się nieposłuszeństwo obywatelskie, wzmacnia się siły represyjne, podtrzymując coś, czego nie da się uratować. Zabraniają publicznych wydarzeń, zaangażowania obywatelskiego, nie ma się co dziwić, że potem w świadomości ludu pojawiają się opinie w rodzaju: „ulice należą do rewolucjonistów” czy „ta ulica jest Fidela”, jak wykrzykują niektórzy sprzymierzeńcy oraz ich wysłannicy odrzucający odmienność.

Złożenie kwiatów Martiemu, wieńca przy statuach Martina Luthera Kinga, Gandhiego czy Lincolna staje się aktem samobójczym, ponieważ generalnie kończy się pobiciami, wyszydzaniem i zatrzymaniami od kilku godzin do kilku dni. Pierwszym z brzegu dowodem jest ponad dwadzieścia aresztowań na wschodzie Kuby, podczas próby upamiętnienia narodzin José Martiego w styczniu zeszłego roku. Przestrzeń publiczna została zawłaszczona w imię bezpieczeństwa narodowego. To pretekst dla utrzymania porządku publicznego, co koniec końców przeradza się w pobicia i arbitralne zatrzymania.

Przestrzeń publiczna i aktywność obywatelska są zakładnikami martwych przepisów, trzeba większej ilości głosów protestu. Scena jest do dyspozycji.

Read Full Post »

Dziedzictwo

Zdjęcie: Luis Felipe Rojas

 

odległość?

pamięć?

 

ograniczenia, które wymyśla mój kraj

puste pożegnania

gondola

wiosło

nostalgia… pocztówki…

 

(z tomiku moich niepublikowanych wierszy)

Read Full Post »

Wzburzony naród

Zdjęcie: Luis Felipe Rojas

Nie dokonano jeszcze masowych zwolnień, tak często zapowiadanych przez kubańską nomenklaturę, a już widać ich pierwsze skutki.

Pomimo początkowego impulsu tych, którzy zobaczyli w pracy na własny rachunek zachętę, drogę ucieczki czy maskę tlenową, inni zdecydowali się wziąć “sprawiedliwość w swoje ręce”. Brak możliwości zawodowych, zachęty ekonomicznej, bardzo irytuje, a każdemu przychodzi do głowy inne rozwiązanie.

W tym roku, jak do tej pory, w Holguín dochodziło do ciągłych kradzieży w składach, magazynach i innych przedsiębiorstwach użytku publicznego. W San Germán dokonano wielu rozbojów na początku stycznia, po czym wiele magazynów zostało spustoszonych: zabrali olej, kawę i prawie we wszystkich ryż. Było to produkty z tzw. koszyka podstawowego lub kartek reglamentacyjnych. Teraz ludzie niezwłocznie biegną do sklepu po cztery uncje kurczaka czy trochę “teksturowanego” mięsa mielonego (tak to tutaj nazywają). „Żeby mi przypadkiem ktoś nie zwinął sprzed nosa”- powiedziała mi osoba, która teraz jest jedną z pierwszych do wybierania tego, co przywiozą do osiedlowego magazynu.

Chociaż produktów na kartki jest bardzo mało i dowożone są tylko raz na miesiąc, to i tak czasami dystrybutor ma opóźnienia. I tak jednego dnia dociera olej jadalny, innego mydło, a w kolejnym tygodniu oferują kawę.

Złodzieje w czasie napadów używają od drobnych narzędzi, takich jak łom i kombinerki, po bardziej wyrafinowane sprzęty, jak specjalny klucz do bezinwazyjnego otwierania drzwi. W niektórych miejscach zostawili wiadomości, o tym, że to dopiero początek tego co się wydarzy, w innych robią aluzje do niedbalstwa rządzących. To bardzo przykre, że czeka nas fala napadów, które z jednej strony zaszkodzą niewinnym ludziom, z drugiej zaś będą lustrem, jedynym sposobem na osiągnięcie przez ludzi celu.

Rabunki w osiedlowych magazynach są odbiciem kradzieży w wyższych sferach, gdzie panowie w białych koszulach zgromadzili prywatne majątki, a kiedy tego im nie wystarczało, wyciągnęli łapy po państwowe pieniądze. „Ci, co kradną to ludzie generała”- powiedział mi mędrzec zza rogu i dodał: „ nikt nie kradnie sześciu milionów z osiedlowego sklepu, ani nie wypożycza dwóch samolotów, a potem ich nie oddaje, do tego to trzeba siedzieć tam, gdzie siedzą ci, którzy nigdy nie schodzą z wysokości”- stwierdza ponownie.

Pewnym jest, że do drobnych kradzieży nie szukali ludzi z Planety Mars, robią to ci sami, którzy kiedyś wyszli na Plac, krzycząc hasła włożone im przez kogoś w usta albo w najgorszym z możliwych wypadków, pojechali do Afryki zabijać nieznanych im ludzi. To ci sami, co krzyczą aż do ochrypnięcia „Ta ulica jest Fidela!”

Read Full Post »

Zdjęcie: Luis Felipe Rojas

W miarę upływu dni  ilość oczekiwanych i ogłaszanych w tym roku masowych zwolnień zwiększa się. W takim układzie wielu moich znajomych zdecydowało się przeskoczyć do sektora prywatnego, pracować na własny rachunek, zakładając punkt sprzedaży czy zrzeszając się z wieśniakami do pracy w rolnictwie.

Mimo że tutaj ten fakt utrzymał nazwę “reorganizacji nadwyżki siły roboczej” mającej się dokonać do kwietnia (co ciekawe, data zbiega się w czasie z szeroko ogłaszanym kongresem Partii Komunistycznej), już są widoki na to, co przyjdzie, a co wnosi wszechogarniający niepokój do naszej codzienności.

W regionalnych zarządach kultury w Holguín i San Germán ogłoszono zredukowanie jednej trzeciej ilości pracowników, nie sprecyzowano jeszcze co stanie się z tymi, którzy zbywają. Panuje niepewność, moja stara przyjaciółka, która była przez długi czas szefową związku zawodowego w sektorze kultury, powiedziała mi: “Wyeliminują wielu promotorów kultury, a zwróć uwagę, że stworzenie tego stanowiska było pomysłem ‘El Comandante’, nawet od tych redukcji nie da się uciec. Jakby nie było piosenkami i wierszami nie wyżywisz rodziny. Nie wiem gdzie skończymy, jest nas tutaj w okręgu ponad setka pracujących w kulturze, a czasami i tak ciężko jest zebrać dwadzieścia utalentowanych osób, ale co poradzimy?”

Zapytałem ją czy zwróciłaby się do związku zawodowego pracowników kultury, by zapytać jakie mają dla niej propozycje. Ona popatrzyła na mnie kpiąco i wypaliła: “O jakim związku zawodowym ty mówisz? Oni zawsze robili to, co im kazała Partia Komunistyczna. Teraz rozkazem jest zrozumienie, że kraj ma potrzebę przedsięwzięcia takich środków”.

W styczniu ogłoszono w San Germán zmniejszenie płac dla inspektorów mieszkaniowych do czterdziestu pesos, mój sąsiad widzi w tym sprzeczność. Przez wiele lat był aktywistą związkowym, zawsze wierzył w to, że “ redukcje służyły stymulacji oraz zwiększeniu płacy”. To kolejna osoba, która spojrzała na mnie z niedowierzaniem, a potem wystrzeliła z: “nie wiem, o czym ci ludzie mówią”.

Każda z osób, które zatrzymałem na ulicy, zareagowała inaczej. Jedni mają w sobie nadzieję, inni frustrację, tym bardziej zaprawionym zaświeciła się lampka alarmowa. Lud zdał sobie sprawę, że najwyższe władze zmagają się ze starym dylematem. Liczni mówią: “jednego dnia obiecują coś, a tego nie robią; jutro ogłoszą jeszcze coś innego, ale wcale nie będą się rwali do wykonania tego, sprawdzają co się stanie, co zrobią ludzie”.

Każdy kąt San Germán zamienił się w pole publicznej debaty, nieśmiałej jeszcze, bez twardych czy bezpośrednich żądań. Z drugiej jednak strony w miejscach pracy doszło do gorących debat w obecności kierowników i przedstawicieli partyjnych. Dyskusje są skupione wokół “Projektu dyrektyw w polityce ekonomicznej i społecznej”, jak zwykle jednak wielu zastanawia się “jak ma być przedyskutowane coś, co zostało już zaaprobowane przez parlament i hierarchów partyjnych?”.

Mój sąsiad, Antonio, aktywista związkowy, tłumaczy mi niczym wielki strateg: “związki zawodowe są pogrążone w apatii, rozdmuchują tylko słowa szefów firm czy instytucji, ale ludzie też jakoś specjalnie nie protestują…”

Read Full Post »

Older Posts »